Otagowane jako ‘dziecko’

PostHeaderIcon Wakacje za chwilę, coraz więcej dylematów

– Mamo, za ile dni będą wakacje? – od tych słów zaczyna każdy dzień nasza starsza córka. Perspektywa pierwszego samodzielnego wyjazdu napawa ją taką radością, że momentami trudno opanować jej potok słów związanych z koloniami. Z tym pierwszym wyjazdem wiąże się coś jeszcze, co we mnie z kolei budzi mieszane uczucia. A mianowicie, kwestia posiadania (lub też nie) przez dzieci telefonów komórkowych.

Długo reprezentowałam nieugiętą postawę przeciw, jednak powoli ulegam. Przeprowadzona wśród znajomych ankieta wykazała jednoznacznie, że jeśli nie dam córce telefonu na wyjazd, będzie jedynym dzieckiem bez łączności ze światem zewnętrznym – czytaj, rodzicami. Akurat to mnie wielce nie przeraża, bo sama jeździłam na kolonie od pierwszej klasy i jakoś dawałam radę, chodzi jednak o coś innego, a mianowicie dobre samopoczucie dziecka. Doskonale wiem, że posiadanie (lub też nie) telefonu nie powinno na nie wpływać, ale wiem równie dobrze, że wpływa. Bo przecież każde dziecko szuka akceptacji w grupie rówieśniczej, nie chce czuć się gorsze od innych, a niestety współczesny świat taki już jest, że jeśli masz mniej, to jesteś gorszy. To brutalne uogólnienie, które przeraża mnie za każdym razem, gdy pojawia się jako podsumowanie jakiejś sytuacji.

Przeczytaj cały wpis »

PostHeaderIcon Kolorowa Arka, czyli wielkie budowanie

Bardzo lubię, gdy moje dzieci udowadniają, że potrafią same, bez niczyich wskazówek i nagabywania zrobić coś ciekawego. I choć z pokoju raz na jakiś czas dochodzą wtedy odgłosy sprzeczki, staramy się nie interweniować (oczywiście do czasu, gdy sprzeczka przeradza się w awanturę, co niestety czasem się zdarza) – czekamy, aż któraś zawoła: „Mamo, tato, chodźcie zobaczyć!”.

Wezwani, stawiliśmy się kilka dni temu na placu budowy. W zasadzie po budowie nie było już śladu, za to naszym oczom ukazał się efekt kilkudziesięciominutowej pracy dwóch konstruktorek – kolorowa Arka Noego. Byli tam oczywiście Noe z żoną i synami (aby udowodnić mnie, niedowiarkowi, że na Arce byli też synowie, Iga jednym szybkim ruchem wyciągnęła z gęstwiny książek ilustrowaną Biblię dla dzieci i otworzyła na właściwej stronie).

Dumne konstruktorki i ich dzieło

Na arce znalazło się miejsce dla wielu gatunków zwierząt, nie zabrakło też pożywienia (bagietki, wielki stek :), kukurydza i banany) – w tym celu dziewczynki wstawiły szafę, by można było wszystko poukładać.

Arka na oceanie

Tak wyszykowana Arka mogła już wyruszyć w daleki rejs.

PostHeaderIcon Gdzie ta polska ksenofobia?

„Mamo, wiesz, u nas w szkole są trzy Wietnamki i jeden Wietnam” – opowiadała Iga, która od kilku miesięcy jest uczennicą całkiem zwyczajnej, państwowej szkoły podstawowej w Warszawie.

„Jest też dwóch Arabów – i oni obaj mieli rozbite głowy” – kontynuowała swoje obserwacje nasza córka. Zapytana o to, jak wyglądają chłopcy, odparła: „Jeden jest taki mały, a drugi trochę większy, bo chodzi do IIIA. No i mają taką ładną, jasnobrązową skórę”.

Chcieliśmy się dowiedzieć, czy są też dzieci jeszcze innych narodowości czy ras:

„Nie wiem, czy są jakieś dzieci murzyńskie, będę się musiała dobrze przyjrzeć” – odparła beztrosko Igunia.

Tak by się chciało, żeby wszystkie dzieci, z natury otwarte, dla których żadnego znaczenia nie ma kolor skóry, wzrost czy status materialny rówieśników, na zawsze takie pozostały; by ich otwartości nie zabijały stereotypy, głupie teksty, poglądy i uprzedzenia otaczających ich dorosłych.

PostHeaderIcon Wielka rozpacz mniej lub bardziej uzasadniona

Dziś nasza młodsza córka, lat 4, wpadła w wielką rozpacz, gdy przyszło do śpiewania piosenki dla babci i dziadka. Ada ma bardzo dobrą pamięć, piosenek i wierszy uczy się w mig, dlatego też ze zdziwieniem słuchaliśmy wyjaśnień wydobywających się raz na jakiś czas spośród chlipnięć i westchnięć – „chcę zaśpiewać, ale nie pamiętam…”.

Tak się biedna nakręciła, że uspokojenie jej stało się nie lada wyzwaniem. Ale jak to u dzieci często bywa, zapłakana, pociągająca nosem, usiadła na podłodze i wyśpiewała z charakterystycznym dla siebie wdziękiem jedną z przedszkolnych piosenek dla babci i dziadka. No i skąd te kilka minut rozpaczy…

PostHeaderIcon Wrażliwce

Co i rusz przekonuję się, jak niezwykle delikatnymi i wrażliwymi istotami są dzieci. Obserwacje prowadzę przede wszystkim na własnych córkach – bardzo emocjonalnych, angażujących się we wszystko, co robią w 100 proc. Niekiedy myślę sobie, że osoby gruboskórne, mniej wrażliwe, mają w życiu łatwiej – nie przejmują się tak wszystkim, podchodzą do pewnych rzeczy z dystansem. Z drugiej zaś strony, ta wrażliwość jest niezwykła, bo pozwala nam, dorosłym, dostrzegać rzeczy naprawdę istotne dla dziecka.

Kalendarz
Lipiec 2017
P W Ś C P S N
« paź    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  
Archiwum