Otagowane jako ‘Czytamy dzieciom’

PostHeaderIcon Mamo, chciałabym mieć taki dom jak Paweł – o tym, co z pewnością zainspirowało autorkę książki „Inne życie”

„Mamo, Paweł to ma taki piękny dom, że też bym chciała taki mieć. I ma chomiki. I PSP. I kilka telewizorów…” – Iga jednym tchem wymieniała w ekscytacji niewątpliwe zalety domu swojego kolegi z klasy, do którego została zaproszona przez opiekującą się chłopcem ciocię.

Przyznam, że zrobiło mi się trochę przykro, bo co prawda nie mamy chomików (teraz już mamy, takie sztuczne :)) ani PSP, a jeden telewizor nie jest najnowszym modelem plazmy, to zawsze wydawało mi się, że naszemu domowi niczego nie brakuje. Po chwili jednak przypomniałam sobie, jak w dzieciństwie zazdrościłam kolegom i koleżankom psa, którego nie miałam czy innych przedmiotów pożądania kilkulatków, no i doszłam do wniosku, że nie ma się czym przejmować.

Przeczytaj cały wpis »

PostHeaderIcon Bitwa o D.E.S.I.G.N.

Przedwczoraj byłam świadkiem istnej bitwy, którą stoczyły moje córki (bardziej na słowa niż pięści, ale zawsze). Na szczęście żadna nie ucierpiała, bez szwanku wyszedł też obiekt, o który walczyły. Nie była to ani lalka Barbie (takich u nas nie uświadczysz), ani zwierzątko z wodogłowiem, czyli pokraczne stworzenie z serii Little Pet Shop (od tych aż się roi), ani też pilot od telewizora (ten nie wzbudza większych emocji).

Przedmiotem pożądania okazała się książka – i jakoś wcale mnie to nie zdziwiło :)… Poszło o „D.E.S.I.G.N.” Ewy Solarz z ilustracjami Aleksandry i Daniela Mizielińskich.

D.E.S.I.G.N, Ewa Solarz, il. Aleksandra i Daniel Mizielińscy

Próbując załagodzić konflikt, podsunęłam drugą, podobną w formie książkę – „D.O.M.E.K.”, która cieszy się zazwyczaj wielką sympatią, ale tym razem chętna się nie znalazła. Na szczęście po burzy nadszedł moment współdziałania – podsłuchałam kilka fachowych wymian zdań między cztero a siedmiolatką na temat designerskich krzeseł i lamp, a także niepochlebne opinie o niektórych meblach w naszym domu… Po chwili Iga zapytała, czy moglibyśmy sobie kupić kilka takich sprzętów, bo: „wyglądają całkiem nieźle”…

Chyba zaostrzę kryteria selekcji, które daję moim dzieciom :) – a tak poważnie, to całą rodziną polecamy „D.E.S.I.G.N.”!

PostHeaderIcon Choroby sprzyjają odkrywaniu ciekawych rzeczy – „Magiczne drzewo” na iTVP

Niestety sezon zimowy w tym roku to u nas pasmo chorób – jak 10. grudnia zaczęło się od ospy, tak, z krótkimi przerwami, cały czas coś zaliczamy – przede wszystkim dzieci. Iga, po tygodniu z antybiotykiem zdołała wrócić do szkoły na 4 dni – no i od czwartku znów w domu – tym razem z grypą :(.

Siedzimy więc sobie razem (to jeden z tych momentów, w których myślę sobie, że praca na etacie, u kogoś, ma tę zaletę, że można pójść na zwolnienie – a praca dla siebie tę wadę, że pracujesz niezależnie od okoliczności) i staramy się spędzić ten czas miło i pożytecznie. Żelaznym punktem programu jest oczywiście czytanie – dziś Iga przeczytała mi kilka czytanek z podręcznika dla pierwszoklasistów (ale dumna jestem :)) – ja też bym jej poczytała, ale przyjechała babcia i padło na nią. Wyciągnęłyśmy też plastelinę, która ma tę wadę, że lubi się wszędzie przyklejać… Igunia stworzyła też w zeszycie planetę zamieszkaną przez dziwne stworzenia posługujące się skomplikowanym językiem. Co szczególnie zwróciło moją uwagę, to mama głównego mieszkańca – z trzema głowami i piętnastoma rękami – „by wszystko ogarnąć”… – hmm, kogoś mi to przypomina :). Przeczytaj cały wpis »

PostHeaderIcon Co ma kurczę do rachunku za telefon?

Jeszcze kilka miesięcy temu niepokoiłam się nieco, że Iga nie ma wielkiego pędu do czytania. Przyzwyczajona, że czytamy jej dużo i często, długie chwile z książkami spędzała na oglądaniu ilustracji i opowiadaniu własnych historii, a nie studiowaniu tekstu. No ale to się zmieniło i zdaje się, że może się negatywnie odbić na naszej kieszeni. A czemu? A dlatego, że dziś Iga odkryła, iż można czytać przez… telefon :). Tak, tak – znalazłszy wiernego słuchacza w swoim kuzynie – Kostku, odczytała najnowsze wydanie książki „Kurczę blade” Wandy Chotomskiej (z il. Edwarda Lutczyna, wyd. Babaryba, 2010) – dobrze, że tylko polską wersję tekstu, bo gdyby chciała czytać jeszcze angielską (tak, książka jest wydana w dwóch językach) – naprawdę groziłoby nam bankructwo. Patrząc jednak, jak wielką frajdę sprawia jej praktykowanie nabytej niedawno umiejętności, machnęłam ręką na przyszły rachunek i z przyjemnością słuchałam, jak to: Leci kurczę blade z trwogi, za kurczakiem dziadek srogi – swoją drogą, niezłe ćwiczenie logopedyczne :).Kurczę_blade

Przypomniała mi się w tej chwili pewna usługa sprzed lat – bajki przez telefon. Coś czuję, że to może być pomysł na biznes, jaki zacznie rozwijać moja córka, na działalność z kulturą dla dzieci związaną skazana :).

PostHeaderIcon Ile książek da się przeczytać jednego dnia? :)

Wiem, że nie jesteśmy statystyczni, że nie możemy własną miarą mierzyć itp., itd. – tak wiele osób już mi to powiedziało, że w końcu przyjęłam do siebie i przyznaję to zawsze, gdy zaczynam opowiadać o przeczytanych z dziećmi książkach czy wizytach w teatrze.

Zatem – jak to niestatystyczni – nabijamy statystyki. Tym razem czytelnicze – szkoda tylko, że jeszcze nigdy nie trafił na mnie żaden ankieter prowadzący badania dotyczące czytelnictwa – zawsze pytania są o stacje radiowe i po pierwszej odpowiedzi, że słucham tylko Trójki, słyszę: „Dziękuję za udział w badaniu”…

Dobrą okazją do lektury nieprzyzwoitej wprost liczby książek dziennie (choć wcale nie wynikającą z zasady, że cel uświęca środki, a raczej z niskiej odporności moich dzieci na latające w powietrzu wirusy) są często nękające nas choroby. Bo, o dziwo, w naszym domu hasło: „Mamo, poczytasz mi książkę?” zdominowało wszelkie inne, które mogą się w takiej sytuacji pojawiać. No i właśnie dziś hasło to padało z ust Igi wiele razy. Zaczęłyśmy więc, w każdym razie ja, od połączenia przyjemnego z pożytecznym. Jako że z przyczyn zawodowych musiałam wypisać w Wordzie kilkadziesiąt tytułów książek, które w ostatnich dniach zalały moje biuro,  Iga mogła pobuszować na terytorium, które na co dzień jest mało dostępne.  No i się zaczęło. „Mamo, przeczytasz mi tę książkę? I tę? I tę? I jeszcze tę, koniecznie…”

Na pierwszy ogień poszły dwie książki nowego wydawnictwa Namas – „Narodziny Księżniczki” i „Lenka” – jak oceniła Igunia (zgadzam się z nią w 100 proc.) – „mądre, wzruszające, a do tego, mamo, zobacz, jakie piękne”.

Narodziny Księżniczki

Później przyszła kolej na „Baranka Bronka” i „Kotka Splotka” wydawnictwa Vesper – obie dobrze się bawiłyśmy, szczególnie przyglądając się uważnie ilustracjom, na których można znaleźć np. kota w aparacie ortodontycznym :). Do tego Iga przeczytała mi „Kurczę blade” Wandy Chotomskiej z całkiem nowego, dwujęzycznego wydania wydawnictwa BabaRyba. To oczywiście nie był koniec – na dobranoc kilkadziesiąt stron książki „Magiczne drzewo. Tajemnica mostu”. A teraz chyba muszę wypić surowe żółtko, żeby przygotować się do jutrzejszego dnia i kolejnej porcji lektur. „Przecież dziecku z gorączką się nie odmawia…” (to cytat, chyba nie muszę dodawać, z czyjej wypowiedzi :)).

Kalendarz
Wrzesień 2017
P W Ś C P S N
« paź    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  
Archiwum