PostHeaderIcon Lotna ekipa kibiująca, czyli LEK na zmęczenie półmaratończyków

Pisałam już kiedyś, że bardzo lubię kibicować. Czasem nawet bardziej, niż brać czynny udział w biegach, szczególnie jeśli rozgrywane są na całkiem już długim dystansie, takim jak na przykład półmaraton (21 km 97,5 m). I choć za każdym razem trochę jednak żal, że to nie ja dostanę medal za uczestnictwo, to myśl o zagrzewaniu biegaczy do walki poprawia nastrój. Zwłaszcza gdy ma się świetną ekipę kibiców, którzy są gotowi podjąć wyzwanie podążania za (a może przed) zawodnikami, tak by kibicować w kilku miejscach na trasie.

DSC_3816Taką właśnie ekipę udało mi się zmontować na 10. PZU Półmaraton Warszawski, który odbył się 29 marca w Warszawie. W czteroosobowym składzie: Ada, Iga, Kostek i ja, kibicowaliśmy wszystkim biegaczom, a szczególnie numerom 4884 i 3569.

DSC_3826DSC_3834

Już kilka dni wcześniej wydrukowałam sobie trasę biegu i, znając zakładane tempo biegu, wyliczyłam w przybliżeniu czas potrzebny biegaczom na pokonanie poszczególnych odcinków. Na tej podstawie mogłam sporządzić marszrutę naszego LEK-u, czyli Lotnej Ekipy Kibicującej. Dzięki usytuowaniu dużej części trasy w okolicach pierwszej linii metra mieliśmy możliwość skorzystania z tego środka transportu i znalezienia się w kilku miejscach na trasie. Aby jeszcze usprawnić przemieszczanie się, zarządziłam wzięcie ze sobą hulajnóg.

DSC_3821

Tak przygotowani, a do tego wyposażeni jeszcze w klekotki, grzechotki, dzwonki i plakaty ze śmiesznymi hasłami, pożegnawszy naszych biegaczy zmierzających marszem na linię startu (ok. 5 min. po strzale startera), wyruszyliśmy co sił w nogach i kółkach na stację metra Świętokrzyska, by rozpocząć wyścig. Wiem, że zabrzmi to nieco dziwnie, ale pierwsze co, to… zgubiliśmy się w warszawskim metrze, które od niedawna ma dwie trasy, łączące się właśnie na tej stacji. Po krótkich poszukiwaniach wreszcie dotarliśmy na właściwy peron, na którym czekało już wielu kibiców.

DSC_3822

Jako pierwszy punkt na trasie wyznaczyłam róg Woronicza i Alej Niepodległości, przy stacji Wierzbno. Dotarliśmy tam ze sporym wyprzedzeniem, gdy przebiegali akurat zawodnicy biegnący na czas ok. 1:20. Dzięki temu mogliśmy dopingować tysiące biegaczy, wśród których widziałam sporo znajomych twarzy. Dzieciaki miały niespodziankę, bo kelner – zawodnik biegający zawsze w stroju kelnera, ze szklankami wypełnionymi piciem na tacy, zatrzymał się przy nas i poczęstował wszystkich cukierkami.

DSC_3835

Gdy przebiegli ci, na których czekaliśmy, pędem wróciliśmy pod ziemię, by przemieścić się na stację Politechnika i tam czekać przy skręcie w Trasę Łazienkowską.

DSC_3830

Nasz kolejny punkt kibicowania znajdował się nad Wisłą, pod Mostem Śląsko-Dąbrowskim, a dotarcie do niego okazało się trudniejsze, niż przypuszczałam. Po dojechaniu na stację Ratusz-Arsenał, zamierzaliśmy pojechać wzdłuż Alei Solidarności na dół, jednak nie ma takiej możliwości i wylądowaliśmy przy Placu Zamkowym, z którego zbiegliśmy schodami i już dalej na hulajnogach zjechaliśmy do celu. Niewiele brakowało, a nie zdążylibyśmy spotkać się z naszymi biegaczami, ale na szczęście się udało. Pierwotny plan zakładał, że stamtąd udajemy się już prosto na metę, jednak wspólnie postanowiliśmy zrobić niespodziankę Łukaszowi i Marcinowi i ustawiliśmy się jeszcze na ul. Miodowej, ok. 1 km przed metą. Mimo że dość już zmęczeni, to ucieszyli się na nasz widok.

Gdy przebiegli, ruszyliśmy na hulajnogach ul. Senatorską, by zaraz wpaść w tłum kibiców na Placu Teatralnym. Zdążyliśmy akurat na uroczystą dekorację zwycięzców na scenie. A po kilku minutach udało się nam spotkać z biegnącą częścią naszej ekipy.

DSC_3838Wspaniała atmosfera panująca przez tych kilka godzin, a także zrealizowany w 110 proc. ambitny plan kibicowski utwierdziły mnie w przekonaniu, że bez własnego medalu też może być świetnie.

PS. Byłam miło zaskoczona, że żaden z członków LEK-u ani przez chwilę nie narzekał – wszyscy zgodnie, odpowiedzialnie realizowali założony plan. Myślę, że jeszcze nie raz będzie nas można spotkać przy trasach biegów ulicznych.

3 Komentarzy z “Lotna ekipa kibiująca, czyli LEK na zmęczenie półmaratończyków”

Zostaw komentarz

 
Kalendarz
Marzec 2015
P W Ś C P S N
« lut   maj »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  
Archiwum