Duma mnie rozpiera :)
Iga i Ada należą do tych dzieci, które z entuzjazmem podejmują nowe wyzwania i zazwyczaj z zapałem uczestniczą w przeróżnych aktywnościach, także związanych z moją pracą. Ostatnie 4 dni upłynęły nam pod znakiem Warszawskich Targów Książki i Akcji społecznej „Dzielę się książkami”.
Bolimów, mlecze i rowery, czyli majówki ciąg dalszy
Zgodnie z planem w długoweekednową środę wyruszyliśmy na rowerową wyprawę do Bolimowa. Wyjazd nieco opóźnił się przez niespodziewany opad deszczu, który jednak łaskawie pozwolił nam na realizację zamierzeń. Podróżowanie na rowerach z dziećmi staje się znacznie bardziej atrakcyjne, gdy wyznaczamy sobie punkty, w których czeka nas coś ciekawego, takie pośrednie cele wyprawy.
Majówka aktywna że aż strach :)
Całkiem niespodziewanie zrobiliśmy sobie krótkie wakacje od codzienności. Dwa tygodnie temu zrodził się plan, żeby na kilka dni, gdzieś niedaleko od Warszawy, by zbyt dużo czasu w majówkowych korkach nie spędzić. No i padło na Smolarnię w Puszczy Bolimowskiej (miejsce znane z ubiegłorocznych wakacji dziadków z wnukami). Rowery na dach, letnie ubrania do środka i w drogę. Bez zbędnych przygotowań, bez specjalnego planowania. Cóż, my tak lubimy…trasy wakacyjnych wyjazdów też ustalamy po dotarciu na miejsce
.
Coraz bardziej lubię szyć – charytatywnie :)
Wygląda na to, że coraz bardziej lubię szyć. I dziewczynki też – może póki co one lekko teoretycznie, ale i to dobre – szczególnie że praca koncepcyjna w takich wypadkach też jest bardzo potrzebna
.
A co na to Donald Kaczyński?
Tata czyta gazetę w telefonie i głośno komentuje, że bardzo dużo ludzi wierzy w zamach pod Smoleńskiem. Potem tłumaczy Idze i Adzie, że są dwa główne poglądy na to co się stało: wypadek lub zamach.
- A co na to Donald Kaczyński? – wtrąca Iga.
Ekscytujące daty w kalendarzu…
„Mamo, a co jest takiego ekscytującego 1 i 3 maja, że zaznaczyli te dni na czerwono?” – zapytała z zainteresowaniem Iga, przypomniawszy sobie 5 kwietnia, że czas najwyższy zedrzeć marcową kartkę z kalendarza.
Dwa w jednym, czyli jajka z uszami :)
Wszystko zaczęło się od tego, że Iga dostała od koleżanki na urodziny… bon prezentowy do Empiku. Po raz pierwszy weszła w posiadanie pokaźnej sumki – 60 złotych piechotą nie chodzi, szczególnie gdy ma się 8 lat. Wybraliśmy się więc do rzeczonego sklepu, by bon zrealizować. Na wstępie lekka konsternacja – „Hmm, ale te wszystkie książki już mamy…”. Cóż, co fakt, to fakt. Na szczęście można znaleźć w Empiku przedmioty, których nie mamy, co Iga przyjęła z dużą ulgą. Jako że czas przedświąteczny, na jednym z regałów trafiliśmy na ozdoby wielkanocne do własnoręcznego wykonania. Nie dość, że w opakowaniu dwie sztuki – „to jedno będzie moje, drugie twoje” – zauważyła rezolutnie Ada, to jeszcze 30 zł na inne wydatki zostało na karcie podarunkowej.
Teatru nigdy dość :)
Dopiero co się zaczęły, a już się kończą. To jakoś nienajlepiej pomyślane, że spędzany miło czas płynie znacznie szybciej od tego spędzanego nieco mniej miło. A o co chodzi? O małe Warszawskie Spotkania Teatralne – wielkie święto teatru, które pozwoliło małym i większym Warszawiakom na kontakt z najlepszymi spektaklami dla dzieci, granymi przez teatry w całej Polsce – i nie tylko.
Nie dość że wyrodna, to bez ambicji :)
Rekrutacja do szkół w pełni, niektórzy wciąż zastanawiają się – zerówka czy pierwsza klasa, inni już dawno podjęli decyzję. Zupełnie tak jak my – po raz drugi postanowiliśmy posłać do pierwszej klasy sześciolatkę (my, wyrodni rodzice
). I po raz drugi wybraliśmy klasę sportową – nie to, żebyśmy mieli jakieś ambicje sportowe dotyczące naszych dzieci. Przyczyny są bardzo prozaiczne: w naszej rejonowej szkole są klasy sportowe; dzieci z klas sportowych mają kilka godzin zajęć więcej, dzięki czemu mniej czasu spędzają w świetlicy; a poza tym sport lubimy i aktywnie, choć amatorsko uprawiamy kilka dyscyplin – razem z dziećmi.
Coś zaskoczyło :)
Jakiś czas temu zaczynałam się już martwić, że Iga nie odczuwa potrzeby samodzielnego czytania. Wolała słuchać, jak jej czytaliśmy, niemal uzależniła się od audiobooków. Pierwsze szkolne lektury w tym roku czytaliśmy wspólnie – prócz „Szewczyka Dratewki”, którego, ku mojemu zaskoczeniu, pochłonęła – i to ze zrozumieniem (i chyba to mnie najbardziej zaskoczyło). Kilka miesięcy temu nastąpił przełom.


